sobota, 8 października 2011

Kraj - koszmar poligloty

Uczymy się języków obcych. Znamy jeden, dwa, pięć, dziesięć? Należymy do grona tych wybrańców, którzy choć w niewielkim stopniu opanowali 40, 50, 80 języków? To z pewnością niezwykłe osiągnięcie. W większości miejsc na świecie dogadamy się z większością ludzi.
Ale jest taki kraj, gdzie nawet tak duża liczba języków nie pomoże. Czy to Chiny? Nie. Może Indie? Też nie. Stany Zjednoczone, Rosja, może jakiś kraj w Afryce? Też nie.

Tym niezwykłym miejscem jest Papua-Nowa Gwinea. W tym wyspiarskim kraju mówi się w ponad 820 (lub nawet 850) językach, co stanowi ok. 12% ilości wszystkich języków (według jednego z wyliczeń dot. ilości języków na świecie). Państwo to liczy niecałe 6 mln mieszkańców, a wieloma z tych języków mówi mniej niż 1000 osób.

Skąd taka obfitość? Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wysp jest ok. 2800 i jest to kraj górzysty (najwyższy szczyt ponad 4500 m n.p.m.) to nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo odizolowani od siebie są użytkownicy poszczególnych języków.

Gdybyśmy jednak koniecznie chcieli spróbować dogadać się z miejscowymi, warto znać angielski i/lub tok pisin i/lub hiri motu.

A zatem, przyszli i obecni poligloci, do pracy, bo zawsze znajdzie się nowy język, którego możemy się nauczyć!

2 komentarze: