niedziela, 16 października 2011

Skuteczna nauka - dla nieco bardziej zaawansowanych

Chyba każdy, kto podejmuje wysiłek, jakim jest nauka języka obcego chciałby, aby przyniosło to jak najlepszy i jak najszybszy skutek. Chcielibyśmy rozumieć/mówić i czytać/pisać w danym języku, tak aby móc porozumieć się z ludźmi lub móc przeczytać książkę.

Czy zawsze jest jednak tak dobrze, że szybko zaczynamy zauważać, że nasza nauka ma sens? Chyba nie.

Zanim poszedłem na studia, przez sześć lat uczyłem się języka rosyjskiego w szkole. Nie przykładałem się co prawda tak mocno jak bym mógł, ale jednak się uczyłem. Na studiach niby sporo rozumiałem, jeśli wykładowcy mówili po rosyjsku, ale z czytaniem było gorzej.

Pamiętam doskonale, jak na pierwszym roku powiedziano nam, że dobrze by było, gdybyśmy czytali lektury w oryginale. No dobrze, skoro tak, to spróbuję. Pierwsze, co musiałem przeczytać to "Rusłan i Ludmiła" A. Puszkina. Otworzyłem książkę na pierwszej stronie i znalazłem na niej ok. 30 niezrozumiałych słów, bez których nie mogłem nic zrozumieć. Nie byłem z tego powodu zadowolony, ale zacząłem korzystać ze słownika. Przeczytanie pierwszych kilku stron zajęło mi tyle czasu, że całkowicie się zniechęciłem i przeczytałem tę lekturę po polsku. Potem jednak, kiedy mój poziom rosyjskiego się podniósł, wróciłem do próby czytania w oryginale. Na szczęście.

Nie twierdzę, że ta metoda pomoże każdemu, bo każdy jest inny i potrzebuje odpowiedniego podejścia, uważam jednak, że wielu osobom może to pomóc. A co dokładnie? Właśnie czytanie tekstów. Jeśli uczymy się jakiegoś języka, mamy pewien zasób leksykalny i, co ważniejsze, znamy gramatykę (w porządnym zarysie), możemy zacząć czytać książki.

Zaczynamy od najprostszych, dziecięcych, ale to tylko etap przejściowy, bo bardzo szybko zaczniemy rozbudowywać nasz słownik, a i bardziej skomplikowana gramatyka zacznie się wydawać przyjemniejsza.

Aby jednak takie czytanie przyniosło wymierny skutek, sugeruję wziąć pod uwagę kilka rzeczy:
  • dobrze jest czytać książkę, którą dobrze znamy po polsku (lub w innym języku, którym swobodnie się posługujemy) - to ułatwi nam zrozumienie bardziej skomplikowanych tekstów,
  • warto czytać najpierw jednego autora, gdyż każdy pisze nieco innym stylem; jeden autor stosuje podobne zabiegi, więc łatwiej jest nieraz domyślić się, o co tak naprawdę chodzi; z czasem można się przerzucać na nowych autorów,
  • dobrze jest wybierać książki grube (powód jw.) z dużą ilością dialogów,
  • zamiast korzystać ze słownika, można sprawdzać odpowiednie fragmenty w książce z polskim tłumaczeniem; nalezy jednak pamiętać, że nie ma tłumaczenia idealnego, tj. wiernego i pięknego zarazem,
  • kiedy czytamy tekst w obcym języku, możemy jednocześnie słuchać nagrania, o ile nim dysponujemy, to pomoże nam w osłuchaniu z językiem i upewni, jak należy wymawiać słowa; szczególnie dotyczy to języków, w których wymowa różni się od zapisu.
Pragnę zaznaczyć, że nie są to pomysły nowe. W internecie można znaleźć podobne opisy (metoda L-R, metoda Ilji Franka itp.), ja jednak zacząłem stosować podobną metodę zanim znalazłem takie opisy w sieci.

Co nam daje takie czytanie?
  • łączy przyjemne z pożytecznym (o ile lubimy czytać),
  • uczy nie pojedynczych słów, ale całych wyrażeń, które pamięta się potem całe życie (ja pamiętem mnóstwo fragmentów z "Mistrza i Małgorzaty"),
  • pokazuje praktyczne zastosowanie gramatyki,
  • oszczędność czasu (jeśli nie posługujemy się słownikiem tylko tłumaczniem),
  • szybkie efekty (jeśli poświęcimy czytaniu/słuchaniu książek co najmniej kilka (-naście) godzin w tygodniu i połączymy to z tradycyjną nauką.

3 komentarze:

  1. Zgadzam się ^^ Jak czytałem "Adventures of Tom Sawyer", dużo słów nie znałem (1 rok i 2 miesiące nauki), np. cave=jaskinia, gdyby nie ta książka, na pewno nie nauczył bym się tego słowa sam, bo "po co?", jak na razie na serio mi się nie przydało, ale może kiedyś się przyda? ^^ Have a nice day! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno mi się nie zgodzić ze wszystkim, co tu napisałeś. Przed laty, kiedy wyjechałem pierwszy raz w życiu na Ukrainę i nie miałem problemów w dogadaniu się po rosyjsku naprawdę nabrałem pokory, gdy sięgnąłem po literaturę piękną w tym języku i przebrnięcie przez pierwszy rozdział "Zbrodni i kary" Dostojewskiego okazało się czymś ponad moje siły i również wróciłem do polskiego przekładu. Po latach zacząłem jednak czytać literaturę bardziej współczesną w oryginale - zapewne nieobce są Tobie książki pana Akunina. Aktualnie natomiast przerabiam w oryginale "Mistrza i Małgorzatę" i porównując moje umiejętności rozumienia literatury do tych sprzed 2-3 lat widzę ogromny postęp, jaki dokonał się właśnie dzięki częstemu czytaniu. Sam od od dłuższego czasu jestem w trakcie czytania jakiejś książki po rosyjsku, angielsku, niemiecku i serbsku, tudzież chorwacku - i bardzo sobie to chwalę.

    Tak na marginesie - świetny blog i dobrze widzieć, że faktycznie znasz się na tym, o czym piszesz. Właśnie dodałem linka u siebie:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. @97didek
    Cieszę się :) Ja przyswoiłem mnóstwo słownictwa z gier komputerowych (wszystkie słowa jak tarcza, miecz, slinik, atak, obrona itp. - widać, w jakie gry grałem). Pozdrawiam.

    @Karol
    Dziękuję za dobrą opinię. Ja sobie bardzo cenię Twój blog i Twoje umiejętności. Kiedyś w wolnej chwili muszę się zabrać za bułgarski :)
    A Akunina znam, jak najbardziej. Właśnie kończę czytać "Весь мир театр". I czyż nie jest wielką satysfakcją móc czytać w oryginale? :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń