poniedziałek, 24 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 6

Dziś nieco inna formuła, ale treść, mam nadzieję, ciekawa.
Zostałem zapytany o ciekawe źródła do nauki języka rosyjskiego. Ja sam akurat mało korzystałem ze źródeł internetowych przy uczeniu się rosyjskiego, niemniej coś w tym internecie jest :)

1. http://imtranslator.net/translate-and-speak/ - moje najświeższe odkrycie. Co znajdziemy? Świetny program - wpisujemy/wklejamy tekst w jezyku obcym (angielski, chiński, francuski, niemiecki, włoski, japoński, koreański, portugalski, rosyjski, hiszpański) i po chwili komputer czyta nam ten tekst! Próbowałem angielskiego i rosyjskiego i brzmi świetnie. Przyjemny, prawie naturalny głos, dobra intonacja, mało błędów (słyszałem tylko jeden - rok dwa tysiące jedenasty był przeczytany jako dwa tysiące jedenaście). Może to nie jedyny taki program, może nie najlepszy, ale jeśli mamy wątpliwości co do wymowy, warto spróbować.

2. http://www.internetpolyglot.com/ - też niedawno odkryta, żałuję, że nie wcześniej. Znajdziemy tam 34 języki. Możemy spośród nich wybrać jeden "główny" (np. polski) a potem taki, którego chcemy się uczyć i już mamy dostęp do pogrupowanego tematycznie słownictwa wraz z wymową! Można też tworzyć własne lekcje (zestawy słówek) i udostępniać je znajomym. Są też dostępne fiszki i zabawy językowe uprzyjemniające i usprawniające naukę.

3. http://softacademy.luguniv.edu.ua/Programs/RussianThemes/welcome.html - strona w języku rosyjskim. Znajdziemy tam trochę różnych tekstów (tematycznych, bajek, wierszy i łamaczy języka), wszystkie z dołączonym nagraniem. Niektóre trudniejsze słowa tłumaczone są na język angielski i chiński.

Na dziś tyle. Może byłoby tego więcej, ale boli mnie głowa i muszę iść spać, by jutro mieć siły na naukę węgierskiego.

Przyjemnego tygodnia!

piątek, 21 października 2011

Co nieco o języku węgierskim

Witam wszystkich!

Nie prowadzę tego bloga długo, a już doczekałem się wielu przyjemnych słów. Bardzo się cieszę, że to, co robię, podoba się i mam nadzieję, że będzie również przyczyniało się do wielu ciekawych dyskusji i spostrzeżeń.

Mija właśnie miesiąc, od kiedy uczę się węgierskiego. I był to w sumie pierwszy kontakt z tym językiem, bo przecież przejrzenie kilku pierwszych stron w samouczku albo posłuchanie kilku nagrań to za mało. Chciałbym podzielić się wrażeniami i spostrzeżeniami. Nie będzie to może nic odkrywczego, zwłaszcza dla ludzi, którzy już znają ten język, ale może kogoś uda mi się zachęcić do uczenia się go :)

Na początek trochę suchych danych (ściągniętych z Wikipedii):
Język węgierski (węg. magyar nyelv) – należy do podgrupy języków ugryjskich, zaliczanej do podrodziny ugrofińskiej (z rodziny uralskiej). Językiem tym posługuje się co najmniej 14 mln osób – przede wszystkim na Węgrzech, ale także w południowej Słowacji, środkowej Rumunii (Siedmiogród), północnej Serbii (Wojwodina), zachodniej Ukrainie (Zakarpacie), wschodniej Słowenii (Prekmurje) i wschodniej Austrii (Burgenland). Język węgierski ma status języka urzędowego na Węgrzech, w Słowenii (lokalnie) i w Wojwodinie. Jest to język aglutynacyjny. Współczesny węgierski język literacki powstał w XVI w. Do jego zapisu stosuje się pismo oparte na alfabecie łacińskim.

Tyle danych ściągniętych, teraz coś ode mnie. Często węgierski kojarzy nam się z językiem trudnym, niezrozumiałym. Kojarzymy, że jest tam dużo sz i s (które zresztą po węgiersku czyta się odwrotnie, czyli sz = s, s = sz), nieraz kojarzymy, że jest tam sporo samogłosek, że jakaś aglutynacja i może harmonia samogłoskowa i mnóstwo przypadków. I żeby jeszcze utrudnić - węgierski nie przypomina żadnego innego języka :)

To samo, czyli że jest trudno, mówiliśmy naszym wykładowcom. A jeden z nich, przesympatyczny młody Węgier dobrą polszczyzną próbował nas przekonać, że wcale nie jest tak źle. Oto niektóre z jego argumentów (dodałem też swoje; przy okazji, proszę mi zwrócić uwagę, jeśli znajdą się błędy, w końcu dopiero zaczynam się uczyć):
  • rzeczywiście jest sporo samogłosek i to niemało takich, które sprawiają problem, ale tylko na początku. Szczególnie kłopotliwe jest a, które w wymowie podobne jest do o, ale wystarczy trochę poćwiczyć i już zaczyna wychodzić. Problematyczne bywają też długie samogłoski, ale tu trzeba tylko pamiętać, że nie można wymawiać ich za krótko, bo można zmienić znaczenie słowa (np. agy = mózg, ágy = łóżko).
  • wiele głosek języka węgierskiego ma swoje odpowiedniki w polskim (ny ~ ń, cs ~ cz, dzs ~ dż).
  • akcent jest stały i zawsze pada na pierwszą sylabę.
  • aglutynacja - słowo niby trudne, pojęcie już nie. W węgierskim spotykamy nieraz dość długie słowa, złożone jakby z kilku innych, np. szemüveges = szem + üveg + es (oko + szkło + końcówka przymiotnikowa = okularowy [np. Anna szemüveges = Anna w okularach]). Inny przykład: rend to porządek, őr to strażnik, a -ben to sufiks odpowiadający naszemu przyimkowi "w". Możemy więc utworzyć takie słowa jak rendőr (strażnik porządku = policjant) i rendben (w porządku). Wszystko logiczne i systematyczne.
  • w poprzednim punkcie wspomniałem o sufiksie odpowiadającym naszemu przyimkowi "w". Tak naprawdę są dwa takie sufiksy: -ban i -ben. Dlaczego dwa? Bo tego wymaga harmonia samogłoskowa. W węgierskim samogłoski dzielimy na tylne (a, á, o, ó, u, ú) i przednie (pozostałe). Jeśli chcemy powiedzieć po węgiersku, że coś jest w samochodzie (ajtó) lub w liście (levél) musimy wybrać tylko odpowiedni sufiks. Skąd wiemy który? Patrzymy, jakie samogłoski są w danym słowie (przednie czy tylne) i dodajemy sufiks z taką samą samogłoską. I tak powstają ajtóban i levélben. A co, jeśli w słowie są mieszane samogłoski (np. színház = teatr)? Bierzemy wtedy pod uwagę ostatnią samogłoskę (czyli powstanie színházban). Proste.
  • dwa ostatnie punkty były wprowadzeniem do przypadków. W polskim mamy ich teoretycznie siedem. Czemu teoretycznie? Bo w zależności od deklinacji, różne rzeczowniki mogą mieć w tym samym przypadku różne końcówki (np. w celowniku mamy choćby: mamie, siostrze, bratu, księdzu, bananowi, koledze itp.). W języku węgierskim jest tak: słowo w podstawowej formie + odpowiedni sufiks (do wyboru 1-4 możliwości). I co z tego, że niektórzy doliczają się w węgierskim nawet 28 przypadków, skoro każdy z nich odpowiada za jedną, konkretną formę (np. vonat = pociąg, vonatnak = pociągowi, vonatban = w pociągu, vonatból - z pociągu, vonattal = z pociągiem itd.)?
  • w języku węgierskim nie ma rodzajów, czyli új = nowy/nowa/nowe.
  • mimo ogólnego braku podobieństwa do innych języków, znajdziemy tam trochę zapożyczeń (zarówno z języków słowiańskich jak i innych). Niektóre od razu rzucają się w oczy: len = len, szilva = śliwa, málna = malina, bárány = baran, vidra = wydra, január = styczeń, február = luty, augusztus = sierpień. Inne poukrywały się, choć nie do końca skutecznie: gereblye = grabie, asztal = stół, vödör = wiadro.

Węgierski okazał się być fascynującym językiem. Cały czas mam ochotę poznawać go coraz lepiej. Wierzę, że mój zapał do nauki szybko nie minie.

niedziela, 16 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 5

Całkiem niedawno zacząłem studiować na hungarystyce. Uczymy się dużo i intensywnie. Korzystamy z wielu materiałów i chciałbym się dzielić informacjami o nich, a nuż komuś się przyda.

Mnóstwo świetnych materiałów pomocnych w nauce możemy znaleźć na stronie internetowej www.magyarora.com. Strona dostępna jest po węgiersku i angielsku.

Znadziemy tam przygotowane specjalnie dla uczących się węgierskiego materiały (często w formacie pdf), które możemy sobie ściągnąć i dowolnie korzystać. Są tam materiały dotyczące fonetyki, gramatyki, słownictwa (pogrupowanego temetycznie), krótkie i dłuższe teksty do czytania. Są one podzielone wg stopnia zaawansowania języka, tak że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Do dokumentów często dołączone są pliki audio. Są one szczególnie pomocne na etapie nauki fonetyki.

Zalety?
+ duża ilość ciekawych materiałów do nauki
+ materiały dostosowane do stopnia zaawansowania
+ pliki dźwiękowe

Wady?
- wszystkie materiały są tylko po węgiersku, więc potrzebne jest albo więcej wysiłku włożonego w naukę albo ktoś, kto będzie nam tłumaczył pewne zagadnienia

Skuteczna nauka - dla nieco bardziej zaawansowanych

Chyba każdy, kto podejmuje wysiłek, jakim jest nauka języka obcego chciałby, aby przyniosło to jak najlepszy i jak najszybszy skutek. Chcielibyśmy rozumieć/mówić i czytać/pisać w danym języku, tak aby móc porozumieć się z ludźmi lub móc przeczytać książkę.

Czy zawsze jest jednak tak dobrze, że szybko zaczynamy zauważać, że nasza nauka ma sens? Chyba nie.

Zanim poszedłem na studia, przez sześć lat uczyłem się języka rosyjskiego w szkole. Nie przykładałem się co prawda tak mocno jak bym mógł, ale jednak się uczyłem. Na studiach niby sporo rozumiałem, jeśli wykładowcy mówili po rosyjsku, ale z czytaniem było gorzej.

Pamiętam doskonale, jak na pierwszym roku powiedziano nam, że dobrze by było, gdybyśmy czytali lektury w oryginale. No dobrze, skoro tak, to spróbuję. Pierwsze, co musiałem przeczytać to "Rusłan i Ludmiła" A. Puszkina. Otworzyłem książkę na pierwszej stronie i znalazłem na niej ok. 30 niezrozumiałych słów, bez których nie mogłem nic zrozumieć. Nie byłem z tego powodu zadowolony, ale zacząłem korzystać ze słownika. Przeczytanie pierwszych kilku stron zajęło mi tyle czasu, że całkowicie się zniechęciłem i przeczytałem tę lekturę po polsku. Potem jednak, kiedy mój poziom rosyjskiego się podniósł, wróciłem do próby czytania w oryginale. Na szczęście.

Nie twierdzę, że ta metoda pomoże każdemu, bo każdy jest inny i potrzebuje odpowiedniego podejścia, uważam jednak, że wielu osobom może to pomóc. A co dokładnie? Właśnie czytanie tekstów. Jeśli uczymy się jakiegoś języka, mamy pewien zasób leksykalny i, co ważniejsze, znamy gramatykę (w porządnym zarysie), możemy zacząć czytać książki.

Zaczynamy od najprostszych, dziecięcych, ale to tylko etap przejściowy, bo bardzo szybko zaczniemy rozbudowywać nasz słownik, a i bardziej skomplikowana gramatyka zacznie się wydawać przyjemniejsza.

Aby jednak takie czytanie przyniosło wymierny skutek, sugeruję wziąć pod uwagę kilka rzeczy:
  • dobrze jest czytać książkę, którą dobrze znamy po polsku (lub w innym języku, którym swobodnie się posługujemy) - to ułatwi nam zrozumienie bardziej skomplikowanych tekstów,
  • warto czytać najpierw jednego autora, gdyż każdy pisze nieco innym stylem; jeden autor stosuje podobne zabiegi, więc łatwiej jest nieraz domyślić się, o co tak naprawdę chodzi; z czasem można się przerzucać na nowych autorów,
  • dobrze jest wybierać książki grube (powód jw.) z dużą ilością dialogów,
  • zamiast korzystać ze słownika, można sprawdzać odpowiednie fragmenty w książce z polskim tłumaczeniem; nalezy jednak pamiętać, że nie ma tłumaczenia idealnego, tj. wiernego i pięknego zarazem,
  • kiedy czytamy tekst w obcym języku, możemy jednocześnie słuchać nagrania, o ile nim dysponujemy, to pomoże nam w osłuchaniu z językiem i upewni, jak należy wymawiać słowa; szczególnie dotyczy to języków, w których wymowa różni się od zapisu.
Pragnę zaznaczyć, że nie są to pomysły nowe. W internecie można znaleźć podobne opisy (metoda L-R, metoda Ilji Franka itp.), ja jednak zacząłem stosować podobną metodę zanim znalazłem takie opisy w sieci.

Co nam daje takie czytanie?
  • łączy przyjemne z pożytecznym (o ile lubimy czytać),
  • uczy nie pojedynczych słów, ale całych wyrażeń, które pamięta się potem całe życie (ja pamiętem mnóstwo fragmentów z "Mistrza i Małgorzaty"),
  • pokazuje praktyczne zastosowanie gramatyki,
  • oszczędność czasu (jeśli nie posługujemy się słownikiem tylko tłumaczniem),
  • szybkie efekty (jeśli poświęcimy czytaniu/słuchaniu książek co najmniej kilka (-naście) godzin w tygodniu i połączymy to z tradycyjną nauką.

niedziela, 9 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 4

Dziś chciałbym się podzielić nie źródłem internetowym, a książką. Jest to książka niezwykła, przynajmniej dla mnie. Przeczytałem ją pierwszy raz wiele lat temu, a od tego czasu jeszcze wielokrotnie.

Ta książka to "Jak zostać poliglotą" wydana przez Krajową Agencję Wydawniczą (ja mam wydanie z 1983 roku).

Książka napisana przez takich autorów jak Hanna Komorowska, Witold Cienkowski, Leszek Suchorzewski, Oskar Chomicki czy Stanisław Kaczmarski prezentuje szeroki wybór tematów, które z pewnością zainteresują przyszłych poliglotów.

Dowiemy się, co jest prawdą a co mitem, jeśli mówimy o nauce jezyków obcych, sprawdzimy, czy mamy szanse w nauce języka obcego. Poznamy warunki skutecznej nauki, metody, z których możemy korzystać czy środki, jakie będą pomocne. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że książka ma już swoje lata i wiele rzeczy dziś wygląda inaczej (szczególnie dotyczy to wspomnianych wyżej polecanych środków technicznych).

Aktualnym jednak rozdziałem, który szczególnie lubię i czytam co najmniej kilka razy w roku, jest ten o doswiadczeniach słynnych poliglotów. Tu oddam głos autorowi rozdziału: "Poligloci i ich osiągnięcia zasługują na uwagę z dwóch względów. Pierwszy to ten, że ich przykład zdolny jest zaktywizować intelektualnie osoby uczące się języków obcych. Po drugie - u wybitnych poliglotów możemy to i owo podpatrzeć, a potem wypróbować stosowane przez nich metody nauki we własnej pracy nad językiem obcym, oczywiście dostosowując je do naszych potrzeb, warunków i możliwości".

Zalety?
+ ciekawa treść
+ profesjonalni autorzy
+ świetny rozdział o doświadczeniach poliglotów

Wady?
- przydałoby się uaktualnienie treści (może nowe wydanie?)

sobota, 8 października 2011

Kraj - koszmar poligloty

Uczymy się języków obcych. Znamy jeden, dwa, pięć, dziesięć? Należymy do grona tych wybrańców, którzy choć w niewielkim stopniu opanowali 40, 50, 80 języków? To z pewnością niezwykłe osiągnięcie. W większości miejsc na świecie dogadamy się z większością ludzi.
Ale jest taki kraj, gdzie nawet tak duża liczba języków nie pomoże. Czy to Chiny? Nie. Może Indie? Też nie. Stany Zjednoczone, Rosja, może jakiś kraj w Afryce? Też nie.

Tym niezwykłym miejscem jest Papua-Nowa Gwinea. W tym wyspiarskim kraju mówi się w ponad 820 (lub nawet 850) językach, co stanowi ok. 12% ilości wszystkich języków (według jednego z wyliczeń dot. ilości języków na świecie). Państwo to liczy niecałe 6 mln mieszkańców, a wieloma z tych języków mówi mniej niż 1000 osób.

Skąd taka obfitość? Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wysp jest ok. 2800 i jest to kraj górzysty (najwyższy szczyt ponad 4500 m n.p.m.) to nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo odizolowani od siebie są użytkownicy poszczególnych języków.

Gdybyśmy jednak koniecznie chcieli spróbować dogadać się z miejscowymi, warto znać angielski i/lub tok pisin i/lub hiri motu.

A zatem, przyszli i obecni poligloci, do pracy, bo zawsze znajdzie się nowy język, którego możemy się nauczyć!

niedziela, 2 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 3

Mój pierwszy wpis październikowy i od razu wypada niedziela, czas dzielenia się źródłami.
Chcę dziś polecić stronę Lernu! oferującą prawie wszystko co jest potrzebne do życia miłośnikom esperanto.

Co znajdziemy na stronie? Informacje o esperanto i jego twórcy, o ruchu esperanckim i jego historii. Najważniejsze jednak są kursy, a jest ich tu mnóstwo: 3 wprowadzające do języka, 4 na poziomie podstawowym, 5 na średnim i 2 na zaawansowanym. Często informacje pokrywają się, ale to konieczne, bo przecież gramatykę można omówić w kilkunastu punktach.

Możemy zarejestrować się, co pozwala śledzić postępy: możemy dokładnie zobaczyć, jakie kursy ukończyliśmy i co nam jeszcze zostało do zrobienia.

Oprócz kursów dostępne są działy ułatwiające naukę słówek, gramatyki, znajdziemy tam gry i egzaminy. Nie zabrakło też biblioteki z esperancką literaturą.

Dość aktywna jest też społeczność strony (można porozmawiać z ludźmi z całego świata za pomocą specjalnego komunikatora, istnieje też forum).

Jeśli dodam, że jest dostępny słownik, a sam serwis dostępny jest w ponad 30 językach, to nikt nie powinien mieć wątpliwości, że niezależnie od tego, czy dopiero zamierzamy nauczyć się esperanto, czy szukamy czegoś dla zaawansowanych lub społeczności esperanckiej, ta strona będzie niezwykle pożyteczna.

Zalety?
+ esperanto, całe mnóstwo!
+ kursy dla każdego (niezależnie od języka ojczystego czy poziomu zaawansowania)

Wady?
- reklamy (ale nie są nachalne)