sobota, 31 grudnia 2011

To jest niestety już ostatni mój post

Na szczęście tylko w tym roku :)

Niech rok 2012 będzie dla wszystkich rokiem dobrym pod wieloma względami i obfituje w szczęśliwe wydarzenia. Niech każdy dzień będzie okazją do pracy nad sobą.

Cobyście zdrowi byli, dzieci dużo rodzili, żeby nie dopadł nas kryzys (także demograficzny)
Oby ten roczek nowy był dla wszystkich zdrowy i niezwykle śliczny!

Happy New Year!
С новым годом!
新年快樂!
Boldog új évet kívánok!

piątek, 30 grudnia 2011

Postanowienia na rok 2012

Wiele osób piszących blogi opisuje swoje postanowienia. Ja też chcę to zrobić. Nie tylko dlatego, że tak wypada, że inni tak robią, choć nie ukrywam, że i to jest dobry powód :) Innym motywem jest fakt, że publiczne deklaracje bardziej motywują, a jako że są osoby regularnie tu zaglądające, głupio byłoby nie wywiązać się z takich postanowień.

Jednym z istotnych warunków, by takie postanowienia noworoczne udało się zrealizować jest odpowiednie ich sformułowanie. Nie może ich być za dużo i muszą być realne (czyli „w każdym miesiącu nauczę się nowego języka” odpada), trzeba je też sformułować precyzyjnie (nie: „będę biegał”, tylko: „będę regularnie biegał co najmniej pół godziny 3 razy w tygodniu”) a ich realizacja musi zależeć od nas.

Z początku myślałem, że umieszczę tu tylko listę moich postanowień dotyczących nauki języków, doszedłem jednak do wniosku, że odpowiednia deklaracja dotycząca innych spraw też będzie skuteczniejsza, jeśli ją tu umieszczę.

I Nauka języków obcych
1. Praca nad znanymi mi już językami:
a) rosyjski – uczę rosyjskiego, więc tak czy inaczej sporo powtarzam. Chcę regularnie czytać rosyjską prasę (w Internecie), mam też zamiar przeczytać następujące książki w oryginale: „Война и мир” (jedna z niewielu lektur, które na studiach czytałem po polsku), utwory Astafiewa: „Последний поклон”, „Пастух и пастушка”, „Царь-рыба”, „Старая лошадь”, „Васюткино озеро”, „Захарка”, oprócz tego wracam też do Dostojewskiego („Преступление и наказание”) i do opowiadań różnych autorów. Oprócz tego wykorzystam świetny pomysł Karola zawarty w jego poście i będę co jakiś czas dodawać wpisy po rosyjsku,
b) ukraiński – tu przyda mi się stały kontakt, czyli również czytanie prasy, chcę też oglądać filmy, przynajmniej jeden w miesiącu,
c) angielski – chciałbym popracować nad gramatyką (z podręcznikami „Advanced Language Practice” Vince’a i „Advanced Grammar in Use” Hewingsa). Filmy i seriale oglądam regularnie, więc to pozostaje. Prasę i literaturę specjalistyczną czytam regularnie. Jeśli znajdę czas, przeczytam jakąś normalną książkę lub dwie.

2. Nauka innych języków:
Tu najpierw chcę zaznaczyć, że może biorę na siebie dużo, ale wierzę, że mi się uda. Kolejność języków przypadkowa. Nie będę się też ograniczał do podanych sposobów uczenia się. W opisie jest plan minumum, który chcę zrealizować.

a) niemiecki – to niejako konieczność, bo zauważam, że bardzo mi brakuje znajomości tego języka. Nieraz mi go brakuje, gdy chcę coś robić, a poza tym to świetna podstawa do innych języków germańskich. Chcę popracować jak najwięcej z „Teach Yourself Beginner's German” i z podręcznikiem „Studio d A1”,
b) czeski – język zyskujący coraz większą popularność, również wśród blogerów, który coraz bardziej mi się podoba. Chcę metodą L-R zapoznać się ze wszystkimi tomami przygód Harry’ego Pottera, oprócz tego chcę popracować z podręcznikami „Chcete mluvit česky?” (a dokładniej z jego rosyjską wersją „Хотите говорить по-чешски?”) i „Communicative Czech (Elementary Czech)”, której autorkami są Ivana Rešková i Magdalena Pintarová, głównie po to, by poznać słówka niewystępujące w Harrym Potterze i by usystematyzować gramatykę,
c)  węgierski – chcę powtórzyć wszystko to, czego nauczyłem się na studiach i powoli we własnym zakresie przebijać się przez podręcznik. Na uczelni zrobiłbym go pewnie w pół roku, ja chcę mu poświęcić 12 miesięcy,
d) szwedzki – zacząłem się z nim zapoznawać. Nie znalazłem w nim może nic wyjątkowego, ale spodobał mi się na tyle, by zagościć na dłużej. Moim celem jest „przerobienie” podręcznika „Szwedzki – Szybki start” z serii SuperMemo. Ma mnie on doprowadzić do poziomu A1, który mnie w pełni satysfakcjonuje, i nauczyć ok. 1500 podstawowych słów i wyrażeń,
e) esperanto – język prosty i niezwykle przydatny, bo dzięki niemu nie tylko można się porozumieć z ludźmi z całego świata, ale też podłapać mnóstwo słownictwa przydatnego przy nauce innych języków. Będę korzystał z podręczników „Ĉu vi parolas esperante?” Andrzeja Pettyna i „1000 słów języka Esperanto” Edmuna i Jana Fethke, do tego, by jak najwięcej się osłuchać, chcę zapoznawać się z piosenkami i innymi nagraniami w tym języku,
f) francuski – chcę porządnie przerobić „Teach Yourself Beginner’s French”, Zajmę się nim jednak dopiero w drugiej połowie roku, jednak rozłożenie na 6 miesięcy powinno i tak być dość efektywne,
g) jakiś język orientalny – zastanawiam się nad jednym z trójcy koreański / japoński / chiński, z największym nastawieniem na dwa pierwsze. Z japońskim jestem bardzo osłuchany, koreański przyciąga mnie nowym alfabetem i kursem opisywanym przeze mnie we wcześniejszym poście.

3. Inne rzeczy związane z językami.
a) alfabety – chcę nauczyć się kilku nowych alfabetów i przypomnieć sobie stare. Cyrylica stała się już moją drugą naturą, chcę szybko przypomnieć sobie alfabet hebrajski, grecki, dewanagari i tybetańskie krzaczki, opanować ten używany w arabskim, perskim i urdu, a także koreański i tajski,
b) językoznawstwo – chciałbym poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą językoznawstwa. Może sięgnę jeszcze raz do wspominanego przeze mnie podręcznika pod red. prof. Bańczerowskiego, może znajdę coś innego,
c) wstrzemięźliwość – może to być punkt najtrudniejszy. Postaram się nie zaczynać nauki innych języków, chyba że sytuacja by mnie to tego brutalnie zmusiła. Przed powiększaniem językowej biblioteczki zapewne nie uda mi się powstrzymać. Postaram się jej rozrost ograniczać jedynie do pozycji, z których mógłbym korzystać przy realizacji założeń z punktów 1 a-c i 2 a-g.

II Inne postanowienia.

1. Zamierzam nadal pracować nad lepszym wykorzystywaniem czasu. Czyli trochę pracy, nauki, odpoczynku, spotkań z ludźmi, przydadzą się także okresy bezczynności. Ważne, żeby tego ostatniego nie było więcej niż pracy czy nauki :).
2. Chcę popracować nad kondycją. Codzienna gimnastyka jako obowiązek, co najmniej raz w tygodniu wizyta na basenie, siłowni lub bieg (jak da radę to nawet 3-4 razy, ale jeden raz obowiązkowo).
3. Pamiętanie o regularnym oddawaniu krwi. Planuję cztery wizyty w centrum krwiodawstwa.
4. Prowadzenie tego bloga i drugiego bloga o Borysie Akuninie i jego twórczości. Będę się starał, by jakość obu była jak najwyższa.
5. Ciągłe dbanie o rozwój w każdej możliwej dziedzinie. Nie jest to może zapis precyzyjny, ale dokładne rozpisanie zajęłoby mi pewnie z pół roku :).

Obiecuję, że pod koniec 2012 roku umieszczę tu podsumowanie całorocznej pracy nad wszystkimi deklaracjami. Do tego czasu postaram się raz na jakiś czas wrzucać krótkie notki o sukcesach/niepowodzeniach (miejmy nadzieję, że o tych pierwszych częściej).

Mój węgierski

Z żalem donoszę, że musiałem zrezygnować ze studiowania na hungarystyce. Ogrom pracy, która jest w tej chwili dla mnie najważniejsza, nie pozwala mi na łączenie obowiązków z przyjemnością, jaką jest nauka języka na studiach. Nie oznacza to, że rezygnuję z nauki języka (o czym wspomnę jeszcze w poście z postanowieniami noworocznymi), ale tempo mojej nauki zdecydowanie teraz spadnie.

Ze studiów jestem jednak zadowolony i polecam każdemu, kto interesuje się językami lub Węgrami.

niedziela, 25 grudnia 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 11



Witam wszystkich w tym świątecznym dniu :) Nie przejedliście się? Ciekaw też jestem czy zrobiliście sobie przerwę świąteczną od nauki... Ja na chwilę odchodzę od stołu, by podzielić się odkrytymi w ostatnim czasie nowościami.

Jeśli macie ochotę poczuć trochę egzotyki, warto spróbować pouczyć się języka koreańskiego. Ciekawym źródłem może być strona Talk To Me In Korean.

Cóż tam znajdziemy? Lekcje (typu podcast) od najprostszych zdań i konstrukcji gramatycznych (7 poziomów zaawansowania), naukę pisma, interantywne quizy, lekcje wideo i wiele innych rzeczy. Do lekcji dołączone są pliki dźwiękowe i pdf do ściągnięcia.

Zalety?
+ świetne materiały do nauki języka koreańskiego
+ profesjonalne przygotowanie
+ lekcje dla ludzi na różnym poziomie zaawansowania
+ sporo dodatków

Wady?
- konieczność znajomości języka angielskiego

sobota, 24 grudnia 2011

Post na Boże Narodzenie

Wszystkim Wam, którzy odwiedzacie tego bloga oraz Waszym rodzinom życzę wyjatkowo udanych Świąt.

Niech te spędzone w rodzinnej atmosferze dni będą dla Was ukojeniem i wyciszeniem i niech przyniosą Wam spełnienie wszelkich marzeń.

niedziela, 18 grudnia 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 10

Ostatnio do moich zbiorów dołączyła nowa, ciekawa książka. Niezwykle pomysłowa, bo w zamyśle jest podręcznikiem aż trzech języków: bośniackiego, chorwackiego i serbskiego. I taki jest właśnie tytuł książki napisanej przez Ronelle Alexander i Ellen Elias-Bursać: Bosnian, Croatian, Serbian.

Nie chcę wdawać się w dyskusje, na ile te języki różnią się od siebie, czy w ogóle są to osobne języki itd. Chcę się po prostu zająć jej opisem.

Muszę też od razu zaznaczyć, że nie znam (jeszcze) żadnego z tych języków, mój opis nie zawiera więc w sobie pełnej oceny merytorycznej.

Zgodnie z podtytułem (A Textbook with Exercises and Basic Grammar) podręcznik składa się z lekcji, ćwiczeń i prostej gramatyki. Jak wyglądają lekcje? Na początku jest podane słownictwo, które będzie używane w dialogach/tekstach z zaznaczeniem różnich, występujących w poszczególnych językach. Następnie mamy krótkie teksty w czterech wersjach: po bośniacku, chorwacku i serbsku (w alfabecie łacińskim i w cyrylicy). Następnie omawiane są zagadnienia gramatyczne, które pojawiły się w tekstach.

Podręcznik pomyślany jest jako pomoc na uczelni. Tematyka jest ciekawa - zaczynamy od przedstawiania się i opisywania otaczającej nas rzeczywistości (sala lekcyjna). Najciekawsze jest to, że nie jest ważne, czy interesują nas wszystkie trzy języki, czy tylko jeden wybrany, możemy bez problemu korzystać z podręcznika. Do tekstów są też dostępne nagrania (we wszystkich językach).

Podkreślę raz jeszcze, że jest to z założenia podręcznik akademicki, nie samouczek. Uczymy się więc z niego języka po kawałku, po cegiełce, z których to cegiełek możemy potem zacząć budować. Po przestudiowaniu zawartych w podręczniku dwudziestu lekcji nie będziemy znali języka na bardzo wysokim poziomie, ze względu na stosunkowo (o ile się zorientowałem) mało obszerne słownictwo, to co jednak będziemy wiedzieć, będziemy wiedzieć dobrze :)

Ciekawe są dodatki na końcu książki. Znajdziemy tu między innymi zestawienie alfabetów, listę popularnych imion, tabelkę z odręczną cyrylicą, deklinacje, koniugacje, dodatkowe teksty do czytania, klucz do ćwiczeń.

Oprócz podręcznika i nagrań do zestawu można jeszcze dodać książkę z podtytułem A Grammar with Sociolinguistic Commentary.  Jak sugeruje tytuł, w pierwszych 20 rozdziałach znajdziemy obszerniejsze i pełniejsze niż w podręczniku objaśnienia gramatyczne. W kolejnych 6 zapoznamy się z takimi ciekawymi zagadnieniami jak: dlaczego stosuje się w serbskim dwa alfabety, jak wyglądają różnice dialektalne i o ilu językach tak naprawdę mówimy. Poczytamy też o każdym z nich i o kraju, w którym się go używa.

Zalety?
+ ciekawa idea zestawienia języków
+ można uczyć się jednego, dwóch lub trzech języków
+ ciekawostki

Wady?
- nie jest to do końca wada (przynajmniej dla mnie), ale nie jest to typowy samouczek
- książka nie jest po polsku, musimy znać angielski :)

sobota, 17 grudnia 2011

Piątkowi poligloci, odc. 2

W jednym ze swoich wpisów Karol wspominał o multipoliglotach, którzy rzekomo znali nie kilka czy kilkanaście, tylko kilkadziesiąt języków. Takie deklaracje wydają się wielce podejrzane, zwłaszcza kiedy porównujemy je ze sobą. W końcu niezależnie od tego, czy znamy tylko swój język ojczysty czy może oprócz tego jeden/kilka obcych, może wydawać się, że opanowanie tak wielu języków jest niemożliwe. Myślimy bowiem o wysiłku, jaki musieliśmy włożyć w dotarcie do obecnego poziomu opanowania języka, mnożymy to przez 20/30/50/100 i okazuje się, że aby opanować kilkadziesiąt języków musielibyśmy żyć pewnie kilkaset lat.

Czy opowieści o multipoliglotach są zmyślone? Tak nie można powiedzieć. Zdarzają się bowiem oszuści (patrz: informacja w artykule Karola), są też jednak ludzie, którzy osiągnęli coś więcej.

Jednym z takich ludzi był Giuseppe Mezzofanti, włoski kardynał żyjący w latach 1774-1849. Dane na temat ilości języków, które znał, są różne. Często mówi się o biegłej znajomości 38 języków. Skąd ta pewność? Kardynał Mezzofanti słynął ze swojej znajomości języków i mnóstwo osób przybywało do Rzymu by spotkać się z nim i zbadać jego wiedzę. Jednym z tych ludzi był irlandzki pisarz Charles Russell. Po śmierci Mezzofantiego zajął się zbieraniem informacji na temat jego umiejętności. Przeglądał jego zapiski, rozmawiał z ludźmi, którzy mieli okazję go testować. Wyniki swoich badań opublikował w książce "The Life of Cardinal Mezzofanti".

Ten wielki i zarazem skromny człowiek znał też język polski, co zostało stwierdzone, gdy cesarz Austrii, Franciszek I, przejeżdżając przez Bolonię w roku 1918 polecił porozmawiać z kardynałem osobom ze swojej świty, należącej do różnych narodowości. Lista języków ułożona na podstawie ksiązki Russela dostępna jest tutaj. Warto też zerknąć na uwspółcześnioną wersję.

niedziela, 11 grudnia 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 9

Czy dobre książki muszą być obszerne? Niekoniecznie. Nieraz zdarzało się, że rewolucyjne prace były zwarte, a o ich jakości i nowatorstwie decydowała właśnie skondensowana zawartość.

Podobnie przełomową książką była i jest dla mnie Jak nauczyłem się ośmiu języków Zygmunta Broniarka. O samym autorze napiszę kiedyś coś więcej, teraz o książce.

Posiadam jej wersję elektroniczną, zaledwie 42-stronicową, ale zawiera ona prawdziwą esencją wiedzy i doświadczenia. Autor opisuje w niej jak udało mu się opanować osiem języków. Dzieli się się z nami opisami wypróbowywania różnych metod i robi to w sposób naprawdę przyjazny. Według niego każda nauka, niezależnie od stosowanej metody zawiera w sobie element zapamiętywania, gdyż to, co zapamiętamy, na zawsze pozostawi w nas ślady, które w razie potrzeby łatwo nam będzie odtworzyć.
Esencją tej książeczki są rady autora dla ludzi uczących się języków. Dla mnie są one swoistym dekalogiem:

1. Jeżeli uczysz się języka sam, zaczynaj naukę małymi porcjami: po jednym zdaniu, a nawet po pół zdania, jeżeli jest ono dłuższe. Lepiej znać mniej obcego tekstu płynnie, niż więcej - "po łebkach".

2. Jeżeli uczęszczasz do szkoły lub na kursy, musisz w domu utrwalać to, czego się na lekcji nauczyłeś. Zrób to tego samego dnia. Nie wolno Ci przerywać kontaktu z językiem w te dni, w których lekcji nie masz. Pod żadnym pozorem! W dzień wolny od lekcji powtarzaj to, czego się nauczyłeś poprzedniego dnia. Wiele osób uważa, że samo zapisanie się na kurs obcego języka wystarcza do nauczenia się go. Nic bardziej błędnego. Jeżeli sam nie włożysz wysiłku w naukę języka obcego, nikt Cię go nie nauczy.

3. Weekendy (soboty i niedziele) nie mogą być pretekstem do nieuczenia się obcego jezyka. Zasada jest następująca: ucz się języka obcego przez siedem dni w tygodniu.

4. Jeżeli z jakichś względów musisz przerwać naukę na kilka dni, podejmij ją natychmiast, gdy tylko możesz. Nie mów sobie samemu:"Rozpocznę od jutra". Nie! Rozpocznij naukę od tej godziny, w której już możesz to zrobić.

5. Tylko ciężka, obłożna choroba może przerwać naukę języka obcego w ogóle. Natomiast na przykład lekkie przeziębienie i konieczność przeleżenia dnia w łóżku jest wspaniałą okazją do uczenia się języka, a nie do unikania tego.

6. Nie zrażaj się trudnościami, ucz się, ucz się i jeszcze raz ucz się. Im intensywniejsza będzie Twoja nauka, tym szybciej będziesz mówił obcym językiem.

7. Wiedz, że do nauki języka obcego nie są potrzebne specjalne zdolności, przeciętna inteligencja wystarczy. Specjalne zdolności są potrzebne do nauczenia się dobrego akcentu w obcym języku, nie zaś do płynnego mówienia tym językiem. Lepiej mówić płynnie obcym językiem z nie najlepszym akcentem, niż nie mówić nim w ogóle.

8. Pamiętaj, że tylko Ci znają rzeczywiście dobrze obcy język, którzy władają nim w mowie i w piśmie. Musisz więc ćwiczyć także pisanie. Ale nie smuć się, jeżeli nie umiesz jeszcze dobrze pisać w obcym języku, natomiast możesz nim mówić, to i tak bardzo, bardzo dużo.

9. Ciesz się z każdej okazji publicznego wypowiadania się w języku obcym. Przygotuj się do takiej wypowiedzi jak najsolidniej. Zobaczysz, jaka to uciecha i radość.

10. I wiedz, że dobre opanowanie jednego języka obcego ułatwia nauczenie się następnego.


Zalety?
+ wiedza i doświadczenie zamknięte w prostej formie
+ cenne rady dla każdego

Wady?
- do dekalogu nie można mieć zastrzeżeń :)

piątek, 9 grudnia 2011

Piątkowi poligloci

Witam! Obiecany dłuższy artykuł wciąż jest w produkcji. Postanowiłem zacząć nową serię, tym razem o poliglotach. Ci ludzie zawsze mnie fascynowali, chciałbym innych też zarazić tą pasją. Myślę, że warto, bo sukces innych może dobrze zmotywować. Będę pisał o wielkich poliglotach żyjących dawno temu, ale również o tych nam współczesnych.

Od razu trzeba zastrzec, że informacje, które zostaną to zamieszczone nie są informacjami do końca pewnymi/aktualnymi.

Na pierwszy ogień pójdzie Stuart Jay Raj, który zdolności językowe ma chyba w genach, jako że pochodzi z rodziny mieszanej.

Po raz pierwszy dowiedziałem się o nim oglądając w internecie filmik, w którym mówił w kilku(-nastu) językach, opowiadał dlaczego zna ich tyle i jak się ich uczy.

Zna m.in. angielski, indonezyjski, malajski, tajski, laotański, mandaryński, hiszpański, kantoński, duński, język migowy (nie jestem pewien który), norweski, hindi, włoski, japoński, szwedzki, urdu, sanskryt, koreański, arabski, birmański, pwo (karen), tagalog, tamilski, tybetański, wietnamski.

Jak widać, nie są to najprostsze języki, można jednak sobie z nimi poradzić.

Więcej można dowiedzieć się ze wspomnianego wcześniej filmiku, a także z oficjalnej strony i ze strony na Facebooku.

Uczmy się więc każdego dnia!

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Fałszywi przyjaciele w węgierskim

Jednymi z najprzyjemniejszych momentów w czasie nauki języków obcych są te, kiedy w czasie nauki możemy się pośmiać. A w każdym języku jest coś, co może naz rozśmieszyć. Oto wybrane słowa, które mogą nas trochę zmylić :)

polski          węgierski       właściwe znaczenie
wyrazu węgierskiego    
poprawne tłumaczenie
wyrazu polskiego
bałwanbálvnyidolhóember
batybátystarszy bratostorok
blondbolondwariatszőke
ból-bólz + D. dopełniaczfájdalom
buszbuszautobusbokor
cipkacsipkekoronka (tkanina)pina
daldalpiosenkatávolság
dąbdombwzgórzetölgy
farmerfarmerdżinsygazdálkodó
giermekgyermekdzieckoapród
holholgdzieelőcsarnok
idęidetutajmegyek
jeleńjelenteraźniejszośćszarvas
kątykontykoksarokok, szögek
kurakúraleczenietyúk
ladaládaskrzyniapult
ludlúdgąsior (zool.)nép
magmagziarnomágus
majmájwątrobamájus
mechméhmacica, pszczołamoha
mostmostterazhíd
nadnádtrzcinafelett
naginagydużymeztelen
nosnoswięcorr
oboraóborajego wino wytrawneistálló
odaodatamóda
pięćsetpecsétpieczęćötszáz
porporproszek, kurzpórus
pucharpohárkieliszek, szklankakupa, serleg
rajrajrójmennyország
rowerrovarowadkerékpár
soksokdużo
tetetyezek
tojezioroez
wasvasżelazotiteket
wizavizajesiotrvízum

Zachęcam wszystkich do wytrwałej nauki. Szukajmy takich ciekawostek!

niedziela, 4 grudnia 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 8

Wspominałem wcześniej, że do nauki czeskiego wykorzystuję metodę Ilji Franka. Jest to, przede wszystkim, metoda pomagająca uczyć się języka w wersji pisanej, czyli uczymy się czytać ze specjalnie przygotowanych wersji książek.

Na czym ona polega? Adaptowana książka podzielona jest na małe fragmenty. Na początku mamy fragment adaptowany - tekst z dodanym dosłownym tłumaczeniem i małym komentarzem gramatyczno-leksykalnym. Dalej mamy ten sam fragment, ale już bez żadnych dodatków.

PRZYKŁAD:
"I must have slept for more than nine hours (я, вероятно, проспал более девяти часов; to sleep) because when I woke up (потому что, когда я проснулся; to wake up) it was daylight (было совсем светло; daylight — дневной свет; день, светлое время суток). I tried to get up (я попробовал встать), but I couldn't move (но не мог двигаться = пошевелиться). I was lying on my back (я лежал на спине). My arms and legs were tightly fastened to the ground on each side (мои руки и ноги были крепко прикреплены/привязаны с каждой стороны = с обеих сторон к земле). My long, thick hair was tied down in the same way (мои длинные и густые волосы были точно так же: «таким же образом/способом» привязаны /к земле/; thick — толстый; густой, частый; way — дорога; путь; метод, способ). I also felt several fine threads across my body from my arms to my legs (также я почувствовал несколько тонких нитей /протянутых/ поперек моего тела от рук до ног; to feel). I heard noises around me (я слышал вокруг себя /какие-то/ звуки; to hear; noise — шум, гам; звук /обычно неприятный/), but from where I lay I could see nothing but sky (но с /места/ где я лежал, я не мог видеть ничего, кроме неба).

I must have slept for more than nine hours because when I woke up it was daylight. I tried to get up, but I couldn't move. I was lying on my back. My arms and legs were tightly fastened to the ground on each side. My long, thick hair was tied down in the same way. I also felt several fine threads across my body from my arms to my legs. I heard noises around me, but from where I lay I could see nothing but sky."

Autor zaleca po prostu czytać książki aż do momentu, gdy zaczniemy wołać "No i po co oni tłumaczą te słowa, przecież to proste!". Oznacza to bowiem, że zaczynamy sobie przyswajać język. Ja tę metodę łączę jeszcze z innymi, ale efekty są naprawdę widoczne - czytanie po czesku sprawia mi coraz mniej problemów :)

Więcej szczegółów + dużo darmowych materiałów do ściągnięcia ze strony autora metody: Метод чтения Ильи Франка

Zalety?
+ ciekawa i, przynajmniej jak dla mnie, przyjemna i skuteczna metoda
+ od razu mamy kontakt z autentycznymi tekstami, więc poznajemy słownictwo w kontekście
+ gramatykę poznajemy na przykładach
+ bogactwo materiałów (ok. 215 książek w 36 językach)

Wady?
- jeśli nie wprowadzimy modyfikacji (np. nie będziemy dodatkowo odsłuchiwać tekstu), nie nauczymy się poprawnej wymowy
- konieczność znajomości języka rosyjskiego (ew. angielskiego, ale tych materiałów jest mniej)

sobota, 3 grudnia 2011

Czy Europejczycy mogą nauczyć się kantońskiego?

Myślę, że dobrą odpowiedzią na postawione w tytule pytanie będzie choćby poniższy filmik. (Wymagana znajomość języka angielskiego).

Cantomania to opowieść o Cecilie Gamst Berg, Norweżce która nie poddała się i nie dość, że biegle opanowała język kantoński to jeszcze została nauczycielem.

Przy okazji, jestem w trakcie przygotowywania większego wpisu na blogu, nie jestem jednak pewnien, kiedy uda mi się go dopracować.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 7

I oto powraca stały element bloga!

Dziś chcę powiedzieć o świetnej książce, na którą natknąłem się kilka dni temu. Ta książka to "Ĉu vi parolas Esperante?" wydana przez wydawnictwo Wiedza Powszechna, a jej autorem jest Andrzej Pettyn. Wydań było kilka, ja mam w miarę nowe, bo z roku 1988 :)

Jest to kurs języka esperanto z płyt dla początkujących. Płyty to, rzecz jasna, nie CD i nie wiem, czy można je gdzieś dostać, ale i bez nich jest to bardzo wartościowa książka.

Co w niej znajdziemy? Na początku nieco wskazówek praktycznych co do sposobu uczenia się. Będą one pomocne nawet dzisiaj, gdyż metodyka jest bardzo dobrze opracowana. Następnie, na dziewięciu stronach, mamy podstawowe dane dotyczące języka (w sumie zawarta jest tam cała podstawowa gramatyka, która jest jednak powtarzana i poszerzana w dalszej części podręcznika). Dalej znajdziemy 28 lekcji, które stopniowo zaznajamiają nas z gramatyką i słownictwem.

Każda lekcja zbudowana jest podobnie: mamy kilka dialogów, objaśnienia do nich, najważniejsze zwroty do zapamiętania, komentarze gramatyczne i ćwiczenia. Najważniejsze i najlepsze jest to, że każdy dialog jest rozpisany na dwie kolumny: z lewej strony mamy tekst w esperanto, z prawej - polskie tłumaczenie (tam gdzie trzeba również dosłowne). Pozwala to na stosowanie ciekawych metod nauki (L-R lub Ilji Franka). Muszą one być zmodyfikowane (jeśli nie posiadamy nagrań). Można to jednak obejść i zrobić sobie takie nagrania samemu - w końcu wymowa nie sprawia Polakom problemu i czytanie można opanować błyskawicznie. Będzie to doskonałe ćwiczenie. Dialogi z lekcji na lekcję robią się coraz trudniejsze i ciekawsze - zaczynamy od pytania o imię czy zawód, a kończymy na omawianiu malarstwa polskiego i rozmowach o Auschwitz. Bohaterami dialogów są te same postacie, które spotykają się w różnych okolicznościach, z przyjemnością śledzi się ich losy.

W komentarzu gramatycznym znajdziemy mnóstwo elementów potrzebnych przy budowaniu nowych, poprawnych zdań. A jako że gramatyka esperanta jest łatwa, takie wyjaśnienia pozwalają na szybkie postępy.

Jest też sporo ćwiczeń: odmieniamy słowa, tworzymy nowe, odpowiadamy na pytania, tłumaczymy (w obie strony). Każą nam one korzystać z wielu słówek występujących w danej lekcji (i poprzednich), zmuszając do stałego wracania do przerobionego już materiału. Nie obraziłbym się jednak, gdyby ćwiczeń było jeszcze więcej.

Na końcu książki znajduje się także klucz do ćwiczeń i mały słownik esperanto-polski.

Dla kogo jest ten podręcznik? Dla każdego, kto chce nauczyć się podstaw tego międzynarodowego języka. Jeśli znajdziemy czas, by codziennie przebrnąć solidnie przez jedną lekcję, po miesiącu będziemy mogli już porozumiewać się w tym języku z tysiącami ludzi na całym świecie.

Zalety?
+ dobrze opracowany pod względem dydaktycznym i metodycznym kurs
+ obszerne omówienie gramatyki
+ ciekawe dialogi i tematyka
+ kurs oryginalnie z płytami, co jest dość rzadkie, jeśli chodzi o esperanto

Wady?
- książka ma już sporo lat; brakuje nowoczesnego słownictwa, część może być też przestarzała, mogła zmienić się np. ortografia (nie jestem specjalistą, więc proszę o korektę, jeśli ktoś wie coś więcej), książka była pisana w zupełnie innych realiach
- trudno dziś dostać płyty do tego kursu - naprawdę przydałoby się nowe wydanie!

sobota, 26 listopada 2011

Do czego dążymy?

Uczymy się języków obcych. Mamy swoje powody, by to robić i są one różne. Różne są także, że tak to nazwę, "cele ostateczne", czyli poziom, jaki chcemy osiągnąć.

Często mówi się, że dobrze jest, jeśli w obcym języku mówimy "perfekcyjnie", "bez akcentu", "jak nosiciel tego języka". Czy jest to jednak konieczne? Jeśli naszym celem jest wyjazd wakacyjny - absolutnie nie. Jeśli interesują nas rozmowy biznesowe, gdy reprezentujemy firmę, dążymy do poprawności gramatycznej i do opanowania leksyki, która będzie nam potrzebna. Nie będzie nam jednak wtedy raczej potrzebne słownictwo związane, na przykład, z literaturą czy gramatyką lub innymi dziedzinami, któymi nie zajmujemy się na co dzień.

Do czego więc dążyć? Ja odpowiem tak: do tego, by każdego dnia było coraz lepiej. Bo do ideału trudno dojść. W końcu nawet we własnym jezyku nie zawsze mówimy idealnie. Ileż to razy zastanawiamy się, czy lepiej powiedzieć "profesorowie" czy "profesorzy", w domu było "osiem" czy "ośmioro" drzwi, do osoby, którą znamy bardzo dobrze, ale jest trochę starsza powiedzieć "dzień dobry" czy raczej "witam"... A kiedy mamy napisać życiorys lub podanie - okazuje się, że to wcale nie takie proste.

Ja, będąc nauczycielem języka rosyjskiego, dążę do stałego doskonalenia moich umiejętności, by móc lepiej uczyć innych. Znajomość innych języków jest mi bardziej porzebna hobbystycznie, by móc za granicą dogadać się w najprostszych sytuacjach. Może kiedyś zdecyduję się zdawać egzamin z jakiegoś języka, by się sprawdzić i mieć co wpisać do CV.

I wracam do nauki :)

czwartek, 24 listopada 2011

Pokochać język obcy

Czy można pokochać język obcy? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, tak jak trudno odpowiedzieć na pytanie "Co to znaczy kochać?". Można jednak pokusić się i spróbować...

Jeśli kochamy drugiego człowieka, to jesteśmy w stanie zrobić dla niego więcej, niż dla innych. Poświęcimy czas, bo tego chcemy. Poświęcimy go też wtedy, kiedy niekoniecznie nam się chce, wiemy jednak, że druga osoba tego potrzebuje. Czasem poświęcimy nawet czas, którego nie mamy. O ukochanej osobie możemy myśleć nawet wtedy, kiedy nie ma jej z nami. Obecnie możemy też wysłać komuś sms, zadzwonić choć na chwilę. Czasem możemy chcieć od ukochanej osoby odpocząć, ale długo nie wytrzymamy i w czasie najbliższego spotkania będziemy pałać jeszcze większym entuzjazmem.

Od ukochanej osoby oczekujemy też podobnego do nas stosunku. Chcemy, żeby ktoś nas wysłuchał i poradził nam. Lubimy, jak ukochana osoba towarzyszy nam i sprawia, że dzień jest lepszy. Razem łatwiej sobie poradziś w wielu sytuacjach, na przykład w towarzystwie.

Czyż z nauką języków obcych nie jest podobnie? A jest w miłości do języków jedna rzecz niewątpliwie lepsza - możemy kochać kilka z nich i nikt nie powinien mieć o to żadnych pretensji (jeśli tylko umiejętnie podzielimy naszą uwagę na wszystkie).

wtorek, 8 listopada 2011

Powrót i ciekawostki

Witam wszystkich czytających tego bloga i przepraszam za długą nieobecność. Nie zawsze miałem czas na obowiązki, a co dopiero mówić o przyjemnościach, jakim jest pisanie bloga. Ale dość o tym, przejdźmy do konkretów.

Zawsze fascynowało mnie to, w jaki sposób ludzie postrzegają rzeczywistość i w jaki sposób ją opisują. Świetnym przykładem mogą być kolory i ich rozpoznawanie w zależności od płci. To, co dla mężczyzn będzie zielonym strojem, dla kobiety będzie groszkową spódnicą, limonkowym żakietem i szmaragdowym szalem.

Różne języki także mogą różnie opisywać barwy. I tak np. w języku jakuckim nie istnieją osobne wyrazy odpowiadające polskim Niebieski i Zielony - oba opisywane są jednym słowem - Kűőh. Język rosyjski z kolei posiada dwa wyrazy (Синий i Голубой), mające w angielskim odpowiednik Blue, a w polskim Niebieski. W języku walijskim Zielony to Gwyrdd lub Glas, Niebieski to Glas, Szary to Glas lub Llwyd a Brązowy to Llwyd.

Oczywiście, powyższe fakty nie uzasadniają tezy o różnicach w postrzeganiu ludzi mówiących różnymi językami. W końcu tak jak mężczyźni widzą, że wszystkie te "zielone" kolory się różnią, tak ludzie mówiący różnymi językami widzą, że rzeczywiście się one różnią.

Inna ciekawa rzecz:
W języku eskimoskim z Alaski (dialekt karibu) istnieje cały szereg wyrazów oznaczających śnieg w zależności od jego właściwości fizycznych i celu, do którego jest on używany:
  • Apingaut - pierwszy śnieg
  • Manyak - miękki śnieg
  • Akelrorak - świeżo nawiany śnieg
  • Massak - śnieg zmieszany z wodą
  • Auverk - śnieg do budowy domu
  • Ayak - śnieg na odzieży lub na butach itd.

Takie zagadnienia są naprawdę fascynujące, pomagają zrozumieć różnice w postrzeganiu świata. Po polsku mówimy:
  • Pies stoi pod drzewem.
Możemy różne zaakcentować dane elementy zdania, by podkreślić, że to nie kot stoi pod drzewem, tylko pies, że pies nie biega, tylko stoi itd. Ale zdanie takie budujemy zgodnie z szykiem podmiot-orzeczenie-dopełnienie (SVO). Popatrzmy, jak takie zdanie będzie wyglądać w języku węgierskim:
  • A kutya a fa alatt áll. [a kutya = pies, a fa = drzewo, alatt = pod, áll = stoi]
Tu najważniejszą informacją jest to, że to pies, że drzewo, a to, że pod drzewem, czy za drzewem jest mniej ważne i dlatego stawia się je po słowie, do którego się odnosi. Węgrzy w ogóle na pierwszym miejscu stawiają rzeczy najważniejsze i przedstawiając się, zaczynają od nazwiska.

Jeśli kogoś interesują podobne zagadnienia językoznawcze, proponuję sięgnąć na początek do jakiegoś wstępu do językoznawstwa. Ja przy tworzeniu tego wpisu wspomagałem się podręcznikiem "Wstęp do językoznawstwa" pod red. prof. Bańczerowskiego. Uprzedzam jednak, że ten akurat podręcznik jest napisany dość specyficznym językiem i nie każdy sobie z nim radzi za pierwszym podejściem.

Zachęcam też do zabawy z językami, do porównywania ich ze sobą, zarówno jeśli chodzi o słownictwo, tak i o gramatykę i inne elementy - to naprawdę ciekawe!

poniedziałek, 24 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 6

Dziś nieco inna formuła, ale treść, mam nadzieję, ciekawa.
Zostałem zapytany o ciekawe źródła do nauki języka rosyjskiego. Ja sam akurat mało korzystałem ze źródeł internetowych przy uczeniu się rosyjskiego, niemniej coś w tym internecie jest :)

1. http://imtranslator.net/translate-and-speak/ - moje najświeższe odkrycie. Co znajdziemy? Świetny program - wpisujemy/wklejamy tekst w jezyku obcym (angielski, chiński, francuski, niemiecki, włoski, japoński, koreański, portugalski, rosyjski, hiszpański) i po chwili komputer czyta nam ten tekst! Próbowałem angielskiego i rosyjskiego i brzmi świetnie. Przyjemny, prawie naturalny głos, dobra intonacja, mało błędów (słyszałem tylko jeden - rok dwa tysiące jedenasty był przeczytany jako dwa tysiące jedenaście). Może to nie jedyny taki program, może nie najlepszy, ale jeśli mamy wątpliwości co do wymowy, warto spróbować.

2. http://www.internetpolyglot.com/ - też niedawno odkryta, żałuję, że nie wcześniej. Znajdziemy tam 34 języki. Możemy spośród nich wybrać jeden "główny" (np. polski) a potem taki, którego chcemy się uczyć i już mamy dostęp do pogrupowanego tematycznie słownictwa wraz z wymową! Można też tworzyć własne lekcje (zestawy słówek) i udostępniać je znajomym. Są też dostępne fiszki i zabawy językowe uprzyjemniające i usprawniające naukę.

3. http://softacademy.luguniv.edu.ua/Programs/RussianThemes/welcome.html - strona w języku rosyjskim. Znajdziemy tam trochę różnych tekstów (tematycznych, bajek, wierszy i łamaczy języka), wszystkie z dołączonym nagraniem. Niektóre trudniejsze słowa tłumaczone są na język angielski i chiński.

Na dziś tyle. Może byłoby tego więcej, ale boli mnie głowa i muszę iść spać, by jutro mieć siły na naukę węgierskiego.

Przyjemnego tygodnia!

piątek, 21 października 2011

Co nieco o języku węgierskim

Witam wszystkich!

Nie prowadzę tego bloga długo, a już doczekałem się wielu przyjemnych słów. Bardzo się cieszę, że to, co robię, podoba się i mam nadzieję, że będzie również przyczyniało się do wielu ciekawych dyskusji i spostrzeżeń.

Mija właśnie miesiąc, od kiedy uczę się węgierskiego. I był to w sumie pierwszy kontakt z tym językiem, bo przecież przejrzenie kilku pierwszych stron w samouczku albo posłuchanie kilku nagrań to za mało. Chciałbym podzielić się wrażeniami i spostrzeżeniami. Nie będzie to może nic odkrywczego, zwłaszcza dla ludzi, którzy już znają ten język, ale może kogoś uda mi się zachęcić do uczenia się go :)

Na początek trochę suchych danych (ściągniętych z Wikipedii):
Język węgierski (węg. magyar nyelv) – należy do podgrupy języków ugryjskich, zaliczanej do podrodziny ugrofińskiej (z rodziny uralskiej). Językiem tym posługuje się co najmniej 14 mln osób – przede wszystkim na Węgrzech, ale także w południowej Słowacji, środkowej Rumunii (Siedmiogród), północnej Serbii (Wojwodina), zachodniej Ukrainie (Zakarpacie), wschodniej Słowenii (Prekmurje) i wschodniej Austrii (Burgenland). Język węgierski ma status języka urzędowego na Węgrzech, w Słowenii (lokalnie) i w Wojwodinie. Jest to język aglutynacyjny. Współczesny węgierski język literacki powstał w XVI w. Do jego zapisu stosuje się pismo oparte na alfabecie łacińskim.

Tyle danych ściągniętych, teraz coś ode mnie. Często węgierski kojarzy nam się z językiem trudnym, niezrozumiałym. Kojarzymy, że jest tam dużo sz i s (które zresztą po węgiersku czyta się odwrotnie, czyli sz = s, s = sz), nieraz kojarzymy, że jest tam sporo samogłosek, że jakaś aglutynacja i może harmonia samogłoskowa i mnóstwo przypadków. I żeby jeszcze utrudnić - węgierski nie przypomina żadnego innego języka :)

To samo, czyli że jest trudno, mówiliśmy naszym wykładowcom. A jeden z nich, przesympatyczny młody Węgier dobrą polszczyzną próbował nas przekonać, że wcale nie jest tak źle. Oto niektóre z jego argumentów (dodałem też swoje; przy okazji, proszę mi zwrócić uwagę, jeśli znajdą się błędy, w końcu dopiero zaczynam się uczyć):
  • rzeczywiście jest sporo samogłosek i to niemało takich, które sprawiają problem, ale tylko na początku. Szczególnie kłopotliwe jest a, które w wymowie podobne jest do o, ale wystarczy trochę poćwiczyć i już zaczyna wychodzić. Problematyczne bywają też długie samogłoski, ale tu trzeba tylko pamiętać, że nie można wymawiać ich za krótko, bo można zmienić znaczenie słowa (np. agy = mózg, ágy = łóżko).
  • wiele głosek języka węgierskiego ma swoje odpowiedniki w polskim (ny ~ ń, cs ~ cz, dzs ~ dż).
  • akcent jest stały i zawsze pada na pierwszą sylabę.
  • aglutynacja - słowo niby trudne, pojęcie już nie. W węgierskim spotykamy nieraz dość długie słowa, złożone jakby z kilku innych, np. szemüveges = szem + üveg + es (oko + szkło + końcówka przymiotnikowa = okularowy [np. Anna szemüveges = Anna w okularach]). Inny przykład: rend to porządek, őr to strażnik, a -ben to sufiks odpowiadający naszemu przyimkowi "w". Możemy więc utworzyć takie słowa jak rendőr (strażnik porządku = policjant) i rendben (w porządku). Wszystko logiczne i systematyczne.
  • w poprzednim punkcie wspomniałem o sufiksie odpowiadającym naszemu przyimkowi "w". Tak naprawdę są dwa takie sufiksy: -ban i -ben. Dlaczego dwa? Bo tego wymaga harmonia samogłoskowa. W węgierskim samogłoski dzielimy na tylne (a, á, o, ó, u, ú) i przednie (pozostałe). Jeśli chcemy powiedzieć po węgiersku, że coś jest w samochodzie (ajtó) lub w liście (levél) musimy wybrać tylko odpowiedni sufiks. Skąd wiemy który? Patrzymy, jakie samogłoski są w danym słowie (przednie czy tylne) i dodajemy sufiks z taką samą samogłoską. I tak powstają ajtóban i levélben. A co, jeśli w słowie są mieszane samogłoski (np. színház = teatr)? Bierzemy wtedy pod uwagę ostatnią samogłoskę (czyli powstanie színházban). Proste.
  • dwa ostatnie punkty były wprowadzeniem do przypadków. W polskim mamy ich teoretycznie siedem. Czemu teoretycznie? Bo w zależności od deklinacji, różne rzeczowniki mogą mieć w tym samym przypadku różne końcówki (np. w celowniku mamy choćby: mamie, siostrze, bratu, księdzu, bananowi, koledze itp.). W języku węgierskim jest tak: słowo w podstawowej formie + odpowiedni sufiks (do wyboru 1-4 możliwości). I co z tego, że niektórzy doliczają się w węgierskim nawet 28 przypadków, skoro każdy z nich odpowiada za jedną, konkretną formę (np. vonat = pociąg, vonatnak = pociągowi, vonatban = w pociągu, vonatból - z pociągu, vonattal = z pociągiem itd.)?
  • w języku węgierskim nie ma rodzajów, czyli új = nowy/nowa/nowe.
  • mimo ogólnego braku podobieństwa do innych języków, znajdziemy tam trochę zapożyczeń (zarówno z języków słowiańskich jak i innych). Niektóre od razu rzucają się w oczy: len = len, szilva = śliwa, málna = malina, bárány = baran, vidra = wydra, január = styczeń, február = luty, augusztus = sierpień. Inne poukrywały się, choć nie do końca skutecznie: gereblye = grabie, asztal = stół, vödör = wiadro.

Węgierski okazał się być fascynującym językiem. Cały czas mam ochotę poznawać go coraz lepiej. Wierzę, że mój zapał do nauki szybko nie minie.

niedziela, 16 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 5

Całkiem niedawno zacząłem studiować na hungarystyce. Uczymy się dużo i intensywnie. Korzystamy z wielu materiałów i chciałbym się dzielić informacjami o nich, a nuż komuś się przyda.

Mnóstwo świetnych materiałów pomocnych w nauce możemy znaleźć na stronie internetowej www.magyarora.com. Strona dostępna jest po węgiersku i angielsku.

Znadziemy tam przygotowane specjalnie dla uczących się węgierskiego materiały (często w formacie pdf), które możemy sobie ściągnąć i dowolnie korzystać. Są tam materiały dotyczące fonetyki, gramatyki, słownictwa (pogrupowanego temetycznie), krótkie i dłuższe teksty do czytania. Są one podzielone wg stopnia zaawansowania języka, tak że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Do dokumentów często dołączone są pliki audio. Są one szczególnie pomocne na etapie nauki fonetyki.

Zalety?
+ duża ilość ciekawych materiałów do nauki
+ materiały dostosowane do stopnia zaawansowania
+ pliki dźwiękowe

Wady?
- wszystkie materiały są tylko po węgiersku, więc potrzebne jest albo więcej wysiłku włożonego w naukę albo ktoś, kto będzie nam tłumaczył pewne zagadnienia

Skuteczna nauka - dla nieco bardziej zaawansowanych

Chyba każdy, kto podejmuje wysiłek, jakim jest nauka języka obcego chciałby, aby przyniosło to jak najlepszy i jak najszybszy skutek. Chcielibyśmy rozumieć/mówić i czytać/pisać w danym języku, tak aby móc porozumieć się z ludźmi lub móc przeczytać książkę.

Czy zawsze jest jednak tak dobrze, że szybko zaczynamy zauważać, że nasza nauka ma sens? Chyba nie.

Zanim poszedłem na studia, przez sześć lat uczyłem się języka rosyjskiego w szkole. Nie przykładałem się co prawda tak mocno jak bym mógł, ale jednak się uczyłem. Na studiach niby sporo rozumiałem, jeśli wykładowcy mówili po rosyjsku, ale z czytaniem było gorzej.

Pamiętam doskonale, jak na pierwszym roku powiedziano nam, że dobrze by było, gdybyśmy czytali lektury w oryginale. No dobrze, skoro tak, to spróbuję. Pierwsze, co musiałem przeczytać to "Rusłan i Ludmiła" A. Puszkina. Otworzyłem książkę na pierwszej stronie i znalazłem na niej ok. 30 niezrozumiałych słów, bez których nie mogłem nic zrozumieć. Nie byłem z tego powodu zadowolony, ale zacząłem korzystać ze słownika. Przeczytanie pierwszych kilku stron zajęło mi tyle czasu, że całkowicie się zniechęciłem i przeczytałem tę lekturę po polsku. Potem jednak, kiedy mój poziom rosyjskiego się podniósł, wróciłem do próby czytania w oryginale. Na szczęście.

Nie twierdzę, że ta metoda pomoże każdemu, bo każdy jest inny i potrzebuje odpowiedniego podejścia, uważam jednak, że wielu osobom może to pomóc. A co dokładnie? Właśnie czytanie tekstów. Jeśli uczymy się jakiegoś języka, mamy pewien zasób leksykalny i, co ważniejsze, znamy gramatykę (w porządnym zarysie), możemy zacząć czytać książki.

Zaczynamy od najprostszych, dziecięcych, ale to tylko etap przejściowy, bo bardzo szybko zaczniemy rozbudowywać nasz słownik, a i bardziej skomplikowana gramatyka zacznie się wydawać przyjemniejsza.

Aby jednak takie czytanie przyniosło wymierny skutek, sugeruję wziąć pod uwagę kilka rzeczy:
  • dobrze jest czytać książkę, którą dobrze znamy po polsku (lub w innym języku, którym swobodnie się posługujemy) - to ułatwi nam zrozumienie bardziej skomplikowanych tekstów,
  • warto czytać najpierw jednego autora, gdyż każdy pisze nieco innym stylem; jeden autor stosuje podobne zabiegi, więc łatwiej jest nieraz domyślić się, o co tak naprawdę chodzi; z czasem można się przerzucać na nowych autorów,
  • dobrze jest wybierać książki grube (powód jw.) z dużą ilością dialogów,
  • zamiast korzystać ze słownika, można sprawdzać odpowiednie fragmenty w książce z polskim tłumaczeniem; nalezy jednak pamiętać, że nie ma tłumaczenia idealnego, tj. wiernego i pięknego zarazem,
  • kiedy czytamy tekst w obcym języku, możemy jednocześnie słuchać nagrania, o ile nim dysponujemy, to pomoże nam w osłuchaniu z językiem i upewni, jak należy wymawiać słowa; szczególnie dotyczy to języków, w których wymowa różni się od zapisu.
Pragnę zaznaczyć, że nie są to pomysły nowe. W internecie można znaleźć podobne opisy (metoda L-R, metoda Ilji Franka itp.), ja jednak zacząłem stosować podobną metodę zanim znalazłem takie opisy w sieci.

Co nam daje takie czytanie?
  • łączy przyjemne z pożytecznym (o ile lubimy czytać),
  • uczy nie pojedynczych słów, ale całych wyrażeń, które pamięta się potem całe życie (ja pamiętem mnóstwo fragmentów z "Mistrza i Małgorzaty"),
  • pokazuje praktyczne zastosowanie gramatyki,
  • oszczędność czasu (jeśli nie posługujemy się słownikiem tylko tłumaczniem),
  • szybkie efekty (jeśli poświęcimy czytaniu/słuchaniu książek co najmniej kilka (-naście) godzin w tygodniu i połączymy to z tradycyjną nauką.

niedziela, 9 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 4

Dziś chciałbym się podzielić nie źródłem internetowym, a książką. Jest to książka niezwykła, przynajmniej dla mnie. Przeczytałem ją pierwszy raz wiele lat temu, a od tego czasu jeszcze wielokrotnie.

Ta książka to "Jak zostać poliglotą" wydana przez Krajową Agencję Wydawniczą (ja mam wydanie z 1983 roku).

Książka napisana przez takich autorów jak Hanna Komorowska, Witold Cienkowski, Leszek Suchorzewski, Oskar Chomicki czy Stanisław Kaczmarski prezentuje szeroki wybór tematów, które z pewnością zainteresują przyszłych poliglotów.

Dowiemy się, co jest prawdą a co mitem, jeśli mówimy o nauce jezyków obcych, sprawdzimy, czy mamy szanse w nauce języka obcego. Poznamy warunki skutecznej nauki, metody, z których możemy korzystać czy środki, jakie będą pomocne. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że książka ma już swoje lata i wiele rzeczy dziś wygląda inaczej (szczególnie dotyczy to wspomnianych wyżej polecanych środków technicznych).

Aktualnym jednak rozdziałem, który szczególnie lubię i czytam co najmniej kilka razy w roku, jest ten o doswiadczeniach słynnych poliglotów. Tu oddam głos autorowi rozdziału: "Poligloci i ich osiągnięcia zasługują na uwagę z dwóch względów. Pierwszy to ten, że ich przykład zdolny jest zaktywizować intelektualnie osoby uczące się języków obcych. Po drugie - u wybitnych poliglotów możemy to i owo podpatrzeć, a potem wypróbować stosowane przez nich metody nauki we własnej pracy nad językiem obcym, oczywiście dostosowując je do naszych potrzeb, warunków i możliwości".

Zalety?
+ ciekawa treść
+ profesjonalni autorzy
+ świetny rozdział o doświadczeniach poliglotów

Wady?
- przydałoby się uaktualnienie treści (może nowe wydanie?)

sobota, 8 października 2011

Kraj - koszmar poligloty

Uczymy się języków obcych. Znamy jeden, dwa, pięć, dziesięć? Należymy do grona tych wybrańców, którzy choć w niewielkim stopniu opanowali 40, 50, 80 języków? To z pewnością niezwykłe osiągnięcie. W większości miejsc na świecie dogadamy się z większością ludzi.
Ale jest taki kraj, gdzie nawet tak duża liczba języków nie pomoże. Czy to Chiny? Nie. Może Indie? Też nie. Stany Zjednoczone, Rosja, może jakiś kraj w Afryce? Też nie.

Tym niezwykłym miejscem jest Papua-Nowa Gwinea. W tym wyspiarskim kraju mówi się w ponad 820 (lub nawet 850) językach, co stanowi ok. 12% ilości wszystkich języków (według jednego z wyliczeń dot. ilości języków na świecie). Państwo to liczy niecałe 6 mln mieszkańców, a wieloma z tych języków mówi mniej niż 1000 osób.

Skąd taka obfitość? Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wysp jest ok. 2800 i jest to kraj górzysty (najwyższy szczyt ponad 4500 m n.p.m.) to nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo odizolowani od siebie są użytkownicy poszczególnych języków.

Gdybyśmy jednak koniecznie chcieli spróbować dogadać się z miejscowymi, warto znać angielski i/lub tok pisin i/lub hiri motu.

A zatem, przyszli i obecni poligloci, do pracy, bo zawsze znajdzie się nowy język, którego możemy się nauczyć!

niedziela, 2 października 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 3

Mój pierwszy wpis październikowy i od razu wypada niedziela, czas dzielenia się źródłami.
Chcę dziś polecić stronę Lernu! oferującą prawie wszystko co jest potrzebne do życia miłośnikom esperanto.

Co znajdziemy na stronie? Informacje o esperanto i jego twórcy, o ruchu esperanckim i jego historii. Najważniejsze jednak są kursy, a jest ich tu mnóstwo: 3 wprowadzające do języka, 4 na poziomie podstawowym, 5 na średnim i 2 na zaawansowanym. Często informacje pokrywają się, ale to konieczne, bo przecież gramatykę można omówić w kilkunastu punktach.

Możemy zarejestrować się, co pozwala śledzić postępy: możemy dokładnie zobaczyć, jakie kursy ukończyliśmy i co nam jeszcze zostało do zrobienia.

Oprócz kursów dostępne są działy ułatwiające naukę słówek, gramatyki, znajdziemy tam gry i egzaminy. Nie zabrakło też biblioteki z esperancką literaturą.

Dość aktywna jest też społeczność strony (można porozmawiać z ludźmi z całego świata za pomocą specjalnego komunikatora, istnieje też forum).

Jeśli dodam, że jest dostępny słownik, a sam serwis dostępny jest w ponad 30 językach, to nikt nie powinien mieć wątpliwości, że niezależnie od tego, czy dopiero zamierzamy nauczyć się esperanto, czy szukamy czegoś dla zaawansowanych lub społeczności esperanckiej, ta strona będzie niezwykle pożyteczna.

Zalety?
+ esperanto, całe mnóstwo!
+ kursy dla każdego (niezależnie od języka ojczystego czy poziomu zaawansowania)

Wady?
- reklamy (ale nie są nachalne)

wtorek, 27 września 2011

Początek przygód z węgierskim

W najbliższą środę czekają mnie pierwsze zajęcia z języka węgierskiego.

Jakie obawy? Nie boję się już, że całkowicie zaskoczy mnie fonetyka, bo w ciągu ostatnich tygodni wysłuchałem kilka godzin nagrań, a poza tym przejrzałem dział dotyczący fonetyki w podręczniku i na Youtube. Nie boję się też, że zostanę zarzucony dużą ilością dziwnego słownictwa, jestem na to psychicznie przygotowany. Jedyne, co może mnie ewentualnie niepokoić to gramatyka. Wiem, że jest do opanowania, niezależnie od stopnia skomplikowania (sanskryt pod tym względem też nie był łatwy) i że nie będzie wprowadzana w całości od razu, ale respekt czuję :)

Oczekiwania? Chciałbym jak najszybciej opanować jak najwięcej podstawowych zwrotów i masę słownictwa. Mam zamiar tego dokonać łącząc kilka metod: dużo powtarzać, także z kimś, chcę stosować nowe metody zapamiętywania, których się właśnie uczę, a powtórki robić przy pomocy Anki.

Och, już nie mogę się doczekać :)

niedziela, 25 września 2011

Niedzielne dzielenie, odc. 2

Ostatni tydzień minął mi niezwykle szybko. W końcu przyszedł czas, by podzielić się kolejnym ciekawym źródłem, znów internetowym.

Jeśli szukacie miejsca, by porozmawiać na temat języków obcych w ogóle, na temat różnych metod i sposobów uczenia się itp., a do tego znacie angielski, koniecznie musicie odwiedzić stronę how-to-learn-any-language.com, a konkretnie tamtejsze forum. Znajdziecie tam setki kategorii, setki tysięcy wpisów, pasjonujące dyskusje, mnóstwo pożytecznych informacji.

Jeśli interesuje nas dowolny aspekt dowolnego języka - znajdziemy coś. Jeśli chcemy się dowiedzieć, jak urozmaicić naukę języka albo wejść na wyższy poziom jego znajomości - nie ma problemu.

Zalety?
+ bogactwo informacji
+ na forum udzielają się doświadczeni poligloci i językoznawcy
+ niezwykle ciekawe dyskusje

Wady?
- w wersji podstawowej (bezpłatnej) brak dostępu do starszych postów

sobota, 24 września 2011

"Małe" języki

Kiedy chcemy się nauczyć języka obcego, jednym z kryteriów doboru może być jego użyteczność. Można rozumieć przez to kilka rzeczy:

1. Użytecznym jest taki język, znajomość którego pozwoli nam porozumiewać się z jak największą liczbą ludzi. Tu przydają się zestawienia, które pokazują, że ok. tyle a tyle osób na świecie mówi w tym języku. Znajdują się tu takie języki jak chiński (mandaryński), hiszpański, angielski, hindi-urdu, arabski, bengalski, portugalski, rosyjski czy japoński.

2. Użytecznym jest taki język, który będzie pomocny przy wykonywaniu naszej pracy. Znamy urdu? Świetnie! Ale pracujemy w firmie, w której kontakty międzynarodowe ograniczają się do Niemiec, Rosji i Czech. Niemiecki czy rosyjski są językami w miarę znanymi, może warto więc postawić na czeski, by nasza wartość w firmie wzrosła?

3. Użytecznym będzie w końcu taki język, który jest tak rzadki, że znające go osoby są rozchwytywane jak świeże bułeczki. Znamy węgierski, litewski, łotewski, estoński czy hebrajski? Znamy te języki bardzo dobrze? W dużym mieście nie powinno być problemów ze znalezieniem pracy.

No dobrze, a co, jeśli znamy tak rzadko używany język, że do kontaktów handlowych nam się nie przyda? Znamy khmerski, zulu, ujgurski albo język szan? Czy są to języki przydatne? Nie pasują do żadnej kategorii przydatności. Trudno zakładać, że spotkamy gdzieś w Polsce człowieka mówiącego w tagalog, z którym nikt nie może się dogadać i tylko my możemy pomóc.
Czy warto się więc ich uczyć? Moja odpowiedź brzmi następująco: warto, jeśli znamy też inne, bardziej powszechne języki. Może się zdarzyć, że będzie potrzebny akurat człowiek ze znajomością laotańskiego do rozmowy z emigrantami. Może uda nam się kiedyś wyjechać do Indii, gdzie dostaniemy pracę tylko dlatego, że znamy tamilski.
A nawet jeśli nie, to czyż znajomość nietypowego języka nie przyniesie nam ogromnej satysfakcji?

Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis i wracam do nauki czeskiego :)

niedziela, 18 września 2011

Niedzielne dzielenie

Przyszła w końcu niedziela. Chciałbym każdą niedzielę poświęcać opisowi jakiegoś ciekawego źródła związanego z nauką języków obcych. Może to być ciekawe miejsce w internecie, dobra książka, program radiowy lub telewizyjny itd.

Dziś chciałbym zaproponować rzut okiem na stronę Uz-Translations, na której możemy znaleźć mnóstwo interesujących rzeczy.

Strona funkcjonuje w trzech wersjach językowych: angielskiej, rosyjskiej i uzbeckiej. Różnego rodzaju komentarze i opisy spotykamy w sumie w dwóch pierwszych, użytkownicy jednak starają się korzystać z angielskiego.

Co konkretnie znajdziemy na stronie? Przyjrzyjmy się:


Z lewej strony widzimy języki pogrupowane mniej więcej rodzinami (jest ich więcej niż na rysunku). Do każdego języka mamy odnośniki do kilku sekcji (Materiały edukacyjne, Słowniki, Materiały Audio/Video, Literatura, Audiobooki, Gazety/Czasopisma, Dla dzieci - nie przy każdym języku dostępne są wszystkie te kategorie). Po wybraniu jednej z sekcji otrzymujemy dostęp do ogromnej ilości materiałów. Możemy zapoznać się z opisem, przeczytać uwagi i komentarze użykowników i, jeśli chcemy, ściągnąć dany materiał.

A dostępne są różnego rodzaju kursy, podręczniki, słowniki, filmy, programy multimedialne, gramatyki, materiały szkolne, a w zakładkach Literatura i Audiobooki odnośniki do innych stron z taką właśnie treścią.

Materiały te są w dużej mierze po angielsku i rosyjsku, choć spotyka się i niemieckie, hiszpańskie, francuskie i inne, jest też kilka polskich (poza, rzecz jasna, materiałami do nauki polskiego).

Można też wyszukiwać za pomocą wyszukiwarki lub tagów, choć ten ostatni sposób nie jest za bardzo skuteczny.

Ogromną zaletą tego serwisu jest wielka liczba dostępnych materiałów - oceniam ją na ok. 30000 pozycji (codziennie pojawia się kilkanaście nowych). Znajdziemy tam też mnóstwo materiałów niedostępnych w innych miejscach, dotyczących bardzo "egzotycznych" języków jak na przykład ketyjski.

Zalety?
+ ogromna ilość dostępnych materiałów
+ stale aktualizowane
+ dostęp do materiałów bardzo rzadkich
+ duża i pomocna społeczność użytkowników

Wady?
- konieczna znajomość rosyjskiego lub angielskiego by korzystać ze strony i z dostępnych materiałów (choć dla osób uczących się języków obcych to chyba nie jest wielki problem :) )
- konieczność (bezpłatnego) zarejestrowania się na stronie, jeśli chcemy ściągać materiały
- "zacinanie się" strony, nie zawsze chodzi ona bardzo płynnie
- nieraz nie da się ściągnąć interesujących materiałów; można na szczęście poprosić innych użytkowników o ponowne ich wystawienie

środa, 14 września 2011

Jaki język wybrać na początek?

Ktoś może powiedzieć: chcę się nauczyć języka obcego albo nawet i kilku. Od czego zacząć? Odpowiadając na to i inne pytania zakładam, że czytelnicy tego bloga są rodzimymi użytkownikami języka polskiego, względnie biegle nim władają i że są zainteresowani nauką języków. A odpowiedź brzmi: jeśli nie znasz angielskiego – naucz się go. Jeśli już go znasz, to czy jest jakiś inny język, który cię interesuje? A może fascynuje cię kultura jakiegoś kraju lub obszaru? Takie zainteresowanie to jest jeden z elementów wspomagających uczenie się. Ja osobiście mam o tyle „łatwiej”, że interesują mnie wszystkie języki obce. Więcej szczegółów na ten temat innym razem.

Wróćmy teraz do czegoś innego. Dlaczego angielski stawiam na pierwszym miejscu? Zgodnie z danymi z Wikipedii (nie muszą być one dokładne, ważne, że pokazują pewną ogólną sytuację) dla ok. 328 milionów osób jest to język ojczysty, dodatkowo dla ok. 1,2 – 1,6 miliarda jest to język obcy (drugi ojczysty lub ogólna znajomość), co stawia ten język na 4. miejscu. Inne statystki podają różne dane (nawet 1. miejsce). Wszystko zależy od tego, jak liczyć. Tak czy inaczej, znając angielski mamy dużą szansę, że uda nam się porozumieć.

Są też inne pozytywne aspekty znajomości tego języka (czyli dlaczego warto się go uczyć), np.:

- wiele podręczników do nauki języków obcych jest napisanych po angielsku i aby móc się z nich uczyć, musimy znać angielski w stopniu co najmniej średniozaawansowanym,
- na różnego rodzaju międzynarodowych forach dotyczących nauki języków obcych (choć nie tylko, znajdziemy ciekawe fora na mnóstwo tematów) językiem rozmów jest angielski,
- wiele filmów dostępnych zarówno na małym jak i na dużym ekranie to filmy anglojęzyczne (jak dla mnie niestety, ale to inny temat),
- słownictwo z języka angielskiego przeniknęło do tak wielu języków, że łatwiej jest później uczyć się innych,
- argument dyskusyjny: angielski jest językiem prostym. Moje zdanie brzmi następująco: można szybko opanować podstawowe słownictwo potrzebne do prostej (czy nawet dość swobodnej) konwersacji czy też do oglądania filmów. Często jednak rodzimi użytkownicy tego języka korzystają ze slangu, który sprawia problem nawet osobom zaawansowanym. Sporną rzeczą jest też gramatyka: osoby zaczynające się uczyć z jednej strony zadowolone są z braku deklinacji i koniugacji, z drugiej gubią się w czasach, czasownikach frazalnych (Phrasal Verbs) czy innych podobnych konstrukcjach. Ułatwieniem dla uczącego się jest niewątpliwie zalewająca nas amerykańska kultura i wszechobecność angielskiego.

Podsumowując, angielski to podstawa, na której możemy stawiać kolejne cegiełki, czyli języki. Co wybrać dalej? O tym właśnie następnym razem.

poniedziałek, 12 września 2011

Języki obce - po co?

Dlaczego uczymy się języków obcych?

Odpowiedzi na tak postawione pytanie może być bardzo dużo. Oto niektóre z nich:
- chodzę do szkoły i tam muszę się uczyć,
- rodzice zapisali mnie do szkoły językowej, żebym się lepiej uczył(a),
- w pracy były dotacje na naukę angielskiego, skierowano mnie na naukę,
- bez znajomości języków obcych dziś ciężko sobie radzić, muszę się nauczyć chociaż jednego,
- muszę mieć co wpisać do CV, bez tego nie dostanę pracy.

Takie i podobne odpowiedzi pokazują, co często "motywuje" nas do nauki. Poczucie odgórnie narzuconego obowiązku, konieczność sprostania wymaganiom, poczucie bezradności. W ten sposób wiele nie osiągniemy. Powinna nami kierować nasza wewnętrzna potrzeba - chęć do nauki. Dziecko, które nie chce się uczyć, wyniesie z dodatkowych lekcji angielskiego trochę wiedzy, ale o wiele mniej niż wtedy, gdyby samo chciało się uczyć. By minimalizować takie ryzyko nauczanie dzieci wygląda oczywiście nieco inaczej, nastawione jest bardziej na zabawę, zawiera dużą ilość gier, piosenek, dużo ruchu. Osoba dorosła, nawet jeśli nie ma wyboru i jest zmuszona do nauki, potrafi wpływać na swoją postawę, czyli może sama siebie przekonać, że taka nauka to nie zło konieczne.

Ale czy tak jest naprawdę? Do czego mogą się nam przydać inne języki?

- pracujemy w firmie, która ma kontakty z ludźmi z innych krajów - znamy język, możemy rozmawiać, a jeśli jesteśmy jedyną osobą w firmie znającą dany język, zwykle możemy liczyć na podwyżkę,
- wyjeżdżamy na wakacje, potrafimy przeczytać napisy na ulicach, zapytać o drogę, kupić coś w sklepie - a do tego wszystkiego nie jest potrzebna biegła znajomość języka, wystarczą podstawy,
- mamy znajomych/rodzinę/chłopaka/dziewczynę z innego kraju. Nie znamy ich języka, ale znamy np. angielski? I już nie ma problemu, możemy pogłębiać naszą znajomość,
- lubimy książki, np. Borysa Akunina. Przeczytaliśmy już wszystkie dostępne po polsku i czujemy potrzebę przeczytania kolejnych tomów. Brak polskiego wydania - nie ma problemu, w końcu znamy rosyjski,
- do kina idziemy na film z napisami, ale nawet nie musimy na nie spoglądać, bo wszystko rozumiemy,
- nie boimy się, że źle wypadniemy w towarzystwie, bo nie potrafimy powiedzieć niczego ciekawego,
- jeśli znamy jakiś egzotyczny język, możemy się popisać przed znajomymi - "Wiecie, byłem ostatnio na Islandii i widziałem Eyjafjallajökull. No wiecie, ten wulkan" albo pokazujemy naszą piękną widokówkę z Izraela z napisem תל אביב-יפו i pytamy, czy kiedyś tam byli,
- możemy zaimponować naszej dziewczynie, która uczy się chińskiego i powiedzieć jej pięknie 我不知道你说什么.

Jak widać, znajomość języków obcych może nam przynieść mnóstwo korzyści, a czas poświęcony nauce nie będzie zmarnowany. Aby jednak tak było, trzeba wiedzieć, jak się uczyć. Ale o tym, to już innym razem.

Zaczynamy!

Witam! Hello! Здравствуйте! Добридень! 你好!

Nie jestem poliglotą. Nie jestem też zawodowym językoznawcą. Ukończyłem filologię rosyjsko-ukraińską, studiowałem też (bez ukończenia) na jeszcze kilku kierunkach związanych z językami obcymi. Z zawodu jestem nauczycielem języka rosyjskiego. I jestem z tego naprawdę zadowolony. Języki obce zawsze rozbudzały mój umysł, zmuszały do ciągłych poszukiwań, fascynowały swoją tajemniczością. Przez lata gromadziłem różnego rodzaju podręczniki, do których zaglądałem mniej lub bardziej systematycznie. Odwiedzam wiele profesjonalnych i amatorskich serwisów poświęconych nauce języków. Nie jestem żadnym autorytetem w sprawie uczenia się języków obcych (może z wyjątkiem rosyjskiego), chcę się jednak podzielić doświadczeniem, którego nabyłem w ciągu ostatnich lat.

Ten blog ma też jeszcze co najmniej dwa inne cele. Po pierwsze, chciałbym poznać opinie innych osób zafascynowanych uczeniem się języków obcych, wasze doświadczenia i rady. Po drugie, chcę znaleźć jeszcze jeden sposób, który motywowałby mnie do systematycznej nauki. O tym, jak jest to ważne, poświęcę zresztę pewnie jeszcze niejeden wpis.

Wierzę, że dzięki temu blogowi uda mi się zrobić coś pożytecznego.

Zapraszam do czytania i wejścia wraz ze mną w niesamowity świat języków obcych.